Fanów twórczości jest obecnie

niedziela, 10 stycznia 2016

Pisarka w stajni. Holy Equus- zaklinanie koni oraz HEQ System Riding.


2 komentarze:

Michael DLecki pisze...

Po czasie.
Strzelec 10 Pulku Ulanow Stanislaw Dlugolecki znal jezyk konski i czesto rozmawaial ze swoimi i obcymi konmi.
Zolnierz wrzesnia i jeniec wojenny swoj powrot do domu po szesciu latach poniewierki wojennej zawdzieczal "bialej klaczy", zdobyczy wojennej.
Pamietam ze Ojciec nigdy nie uzywal bicza aby kierowac konmi.
Porozumiewal sie z konmi uzywajac lejca i spokojnego, pelnego intonacji tonu glosu.
W nagrode konie czekaly na niego cierpliwie pod karczma gdzie "przypadkowo" upijal sie regularnie dwa razy w tygodniu i
same czlapaly ďo domu po rozstepach lesnych, wiadomymi tylko sobie drogami.
Mama slyszac niesmiale rzenie konia przed brama domu wiedziala ze musi wstac i otworzyc brame.
Kon zatrzymywal sie pod domem kolo lawki i Mama budzila nieprzytomnego od gorzaly "gospodarza" aby pomoc mu doczolgac sie do lawy, miejsce kilku godzinnej rehabilitacji.
Konie w moim domu rodzinnym byly w czasach trudnych powojennych realiow zyciowych, naszymi zywicielami i tak naprawde czastka Rodziny. Nic dziwnego ze w czasie Wigilli Ojciec znikal z domu na piec czy dziesiec minut.
Kiedy goscie zauwazali nieobecnosc "glowy rodziny" i napomykali o oplatku czas zaczac, Mama zbywala glosy niecierpliwych - Ojciec dzieli sie oplatkiem z koniem. Kon wazniejszy.
I tyle konskich opowiesci na dzien dzisiejszy bo miejsca na jezyk pisany nie za duzo, a moje przyduze i nawykle do prawdziwego "piora wiecznego" opuchy palcow zawodza mnie na tej mikroskopijnej "smart phone" klawiaturze.

Pozdrawiam Gospodynie strony i Czytelnikow - konskie gawedy czas zaczac.




Michael DLecki pisze...

Po czasie.
Strzelec 10 Pulku Ulanow Stanislaw Dlugolecki znal jezyk konski i czesto rozmawaial ze swoimi i obcymi konmi.
Zolnierz wrzesnia i jeniec wojenny swoj powrot do domu po szesciu latach poniewierki wojennej zawdzieczal "bialej klaczy", zdobyczy wojennej.
Pamietam ze Ojciec nigdy nie uzywal bicza aby kierowac konmi.
Porozumiewal sie z konmi uzywajac lejca i spokojnego, pelnego intonacji tonu glosu.
W nagrode konie czekaly na niego cierpliwie pod karczma gdzie "przypadkowo" upijal sie regularnie dwa razy w tygodniu i
same czlapaly ďo domu po rozstepach lesnych, wiadomymi tylko sobie drogami.
Mama slyszac niesmiale rzenie konia przed brama domu wiedziala ze musi wstac i otworzyc brame.
Kon zatrzymywal sie pod domem kolo lawki i Mama budzila nieprzytomnego od gorzaly "gospodarza" aby pomoc mu doczolgac sie do lawy, miejsce kilku godzinnej rehabilitacji.
Konie w moim domu rodzinnym byly w czasach trudnych powojennych realiow zyciowych, naszymi zywicielami i tak naprawde czastka Rodziny. Nic dziwnego ze w czasie Wigilli Ojciec znikal z domu na piec czy dziesiec minut.
Kiedy goscie zauwazali nieobecnosc "glowy rodziny" i napomykali o oplatku czas zaczac, Mama zbywala glosy niecierpliwych - Ojciec dzieli sie oplatkiem z koniem. Kon wazniejszy.
I tyle konskich opowiesci na dzien dzisiejszy bo miejsca na jezyk pisany nie za duzo, a moje przyduze i nawykle do prawdziwego "piora wiecznego" opuchy palcow zawodza mnie na tej mikroskopijnej "smart phone" klawiaturze.

Pozdrawiam Gospodynie strony i Czytelnikow - konskie gawedy czas zaczac.