Fanów twórczości jest obecnie

środa, 3 czerwca 2009

marzenia

Jestem w Warszawie.
Chciałabym zmienić ruch, beton i hałas- na widoki zielonej przestrzeni za oknem. Natura ma niepowtarzalne piękno. I umie koić, wysłuchiwać myśli, dodawać otuchy. Przynajmniej w moim przypadku. Ale każdy jest inny. Miałam kiedyś koleżankę. Byłam jeszcze na studiach dziennych, ale pracowałam jako polonistka w Zespole Szkół Elektronicznych w Warszawie. Danusia uczyła matematyki. Bardzo się lubiałyśmy. Ja wychowałam się w mieście, ona na wsi. Pamiętam nasze rozmowy o odludziach i miejscach zaludnionych. Danusia mówiła:
- Kiedy słyszę, że ktoś za ścianą chodzi, żyje, czuję się lepiej. Niepokoi mnie cisza i ciemność, jaka jest na wsi, kiedy przychodzi noc. Tam jest taka samotność. W mieście jestem bezpieczna. Też emocjonalnie. Nie czuć samotności.

- A mnie denerwuje, że ktoś jest obok - mówiłam. Mieszkałam wtedy w bloku, w wynajętym mieszkaniu na Woli i przygnębiało mnie to miejsce ogromnie. - Denerwuje mnie, że codziennie rano muszę czekać na przystanku na tramwaj. Że ktoś wieczorem chodzi za ścianą. Ja w mieście czuję samotność, chociaż tyle ludzi jest dokoła.

Pod tym względem nie rozumiałyśmy się. Ale pod każdym innym- bardzo.

Dlatego każdy jest inny.
I to jest interesujące.

1 komentarz:

Aneta pisze...

Chyba wiem, co czujesz Dario pisząc o kojącej mocy natury. Ja nieustannie walczę sama ze sobą pozostając w Warszawie, mieście, betonie, ciasnocie, i namiastce zielonych akcentów tu i tam. Tu oddycham inaczej, płytko, szybko, nerwowo, tu myślę inaczej wciśnięta pomiędzy monitor komputera a krzesło, kreująca kolejne marzenia na sprzedaż…

Mam miejsce gdzie czasem a ostatnio nawet często przyjeżdżam, aby nabrać energii i sił życiowych. Czuję się wtedy jak mała bateria, która jest już na wyczerpaniu i szybko potrzebuje doładowania. Siedlisko, które zostawili moi dziadkowie, nieopodal rzeki Pilicy, niecałe 170 km od Warszawy. To dla mnie powrót na łono, łono natury gdzie czuję się naprawdę szczęśliwa.

Gdy wstaję o piątej rano pełna energii wyspana, co nigdy nie zdarza mi się w Warszawie, wtedy rozumiem, że jesteśmy dziećmi natury i jaką krzywdę sobie wyrządzamy odwracając się od niej – czasem z konieczności czasem z premedytacją.

Dario, życzę Tobie i wszystkim, aby marzenia szybko się realizowały :)