Fanów twórczości jest obecnie

wtorek, 30 czerwca 2009

Mądrość filozofa i pisarza

Mój ukochany Johann Wolfgang Goethe. Dla was specjalnie jego maksyma. Niech będzie zadedykowana na dzień dzisiejszy:

"Jak można poznać siebie? Nigdy przez obserwację, a jedynie przez działanie. Spróbuj wypełniać obowiązek, a od razu będziesz wiedział, co w tobie tkwi"

Mądrość filozofa i pisarza

Mój ukochany Johann Wolfgang Goethe. Dla was specjalnie jego maksyma. Niech będzie zadedykowana na dzień dzisiejszy:

"Jak można poznać siebie? Nigdy przez obserwację, a jedynie przez działanie. Spróbuj wypełniać obowiązek, a od razu będziesz wiedział, co w tobie tkwi"

środa, 24 czerwca 2009

Rumunia


Stara biblioteka polonijna w Rumunii. Obecnie budynek jest pusty. Przez okna widac jedynie stare półki z zakurzonymi książkami.
fot: D.G

poniedziałek, 22 czerwca 2009

Zimne lato

Lato jest zimne. Ma to jednak urok. Padające deszcze i chłód w pewien sposób mi odpowiadają.
W domu z książką. Lub filmami o tańcu, które ostatnio namiętnie oglądam. Poszerzają się horyzonty.
Lato z deszczem jest latem inspitującym.

sobota, 20 czerwca 2009

ogród

Posiadać własny ogród z drzewami owocowymi - jest ogromnym szczęściem.
Natura na naszych oczach tworzy i rodzi owoce. Po kolei.
Najpierw czereśnie. Potem śliwki w różnych odmianach. Lato przyniesie czerwone wiśnie w zakątkach. Już dojrzewają. Mają owoce, ale zielone.
I jesień- nostalgiczna.
Jabłonie juz teraz przygotowują sie do niej. Winogrono, które oplata mój dom- jeszcze śpi. Kiełkuje malutkimi pączkami gorzkich rodzynek.

Tak mogę spacerować po tym ogrodzie w nieskończoność. Przypatrywać się drzewom i krzewom.
Rozmawiać z kobiecą naturą drzew, rodzącą, dojrzałą, zamierającą na zimowe miesiące, by znów się przebudzić wiosną.

piątek, 19 czerwca 2009

Siostry Opposto są na bangnach pulwy

Zabawna historia wydarzył się wczoraj.
Do Ojcowizny przyjechali turyści, którzy skierowali się do tego miejsca przez szlak powieści "Siostry Opposto".

Chodzili pod płotem mojego kurpiowskiego siedliska, ale nikogo nie zastali. Moja córeczka ma zakończenie roku szkolnego i jesteśmy w Warszawie. Stąd absencja.

W jakiś sposób dostali numer telefonu od kogoś w Ojcowiźnie lub Brańszczyku (tam też zwiedzali okolicę) i dlatego zadzwonili.

Wyjaśniłam, że mnie nie ma i zapraszam kiedy indziej.
Oni jednak musieli już wracać (pochodzą z Poznania), ale koniecznie chcieli dojść do Jeziora Wypłyniętego oraz karczmy Pulwy lub jej pozostałości.

Zaproponowałam jedynie wycieczkę na piękne o tej porze Pulwy (ptaki, rośliny, niebo nad ogromnymi hektarami łąk).

- Karczmy nie ma. I jeziora też - powiedziałam. Chociaż niektórzy wskazują na istnienie takiego miejsca.

- Ale nasza wycieczka będzie poszukiwaniem tych miejsc - powiedzieli turyści. - Bo w Brańszczyku jedna strasza pani powiedziała nam, że Siostry Opposto Emilia i Odeta strzegą swojego miejsca i nie dopuszcza tam byle kogo. Więc moźe nam pokażą.

Pożyczyłam im miłej wyprawy.
Bo Bagna Pulwy sa naprawdę piękne.

czwartek, 18 czerwca 2009

Chłopiec i koń

Jest taka historia, która jest piękna. Ale i tragiczna zarazem. Są w niej zmagania. Są w niej wartości. Dramaty. I ludzkie. I konne.

Są w niej ludzie źli, upajający sie podłością, małymi poglądami, zazdrością.



I są w niej tacy, którzy rozumieli swoje serce i serce wyznaczało im drogi po odmętach życia.



Chłopiec kochał konie od zawsze i miał do nich magiczny stosunek.

Konie kochały jego. Szanowały jego człowieczeństwo, chociaż człowieka nie szanują. Boją się jego destrukcji. Człowieczego myślenia, które, jak prąd śmierci, przechodzi przez ich stepowe, wietrzne umysły.

Ale ten chłopiec miał wyznaczony tor przez los, który splatał go z tymi zwierzętami w sposób, którego nie da się wyjaśnić.



W tym samym czasie, gdzieś indziej, był koń. Nazywano go Złotym Ogierem. Był piękny. Utalentowany. I bardzo dumny.

Do człowieka podszedł ze zrozumieniem, bo miał odwagę w swoim stepowym sercu. Nie bał się złych zamiarów. Nie czuł momentu grozy i zimnego cienia nad sobą, kiedy przepływały przez niego myśli czlowieka.

Ale człowiek to wykorzystał do swoim niecnych celów. Niecnych, bo windujących rozhulane ego człowiecze na najwyższe kondygnacje przestrzeni w relacjach człowiek- natura.



Został bardzo skrzywdzony. Stał w boksie, swojej celi darowanej od bogatego człowieka, rozmyślał nad niedolą.

"Zabij mnie człowieku, jestem dumny. Mam serce z wiatru i nie dam się rozszarpać na kawałki ludzkiego mięsa. Jestem koniem. Synem wiatru. Echem stepu."



Potem Złoty Ogier zamieszkał z pewną kobietą w dziwnym i dalekim kraju. Najpierw w jednej stajni. Tam było mu zimno. Ludzie. Ich myśli. Kobieta zabierała go do lasu na długie wycieczki. Tam czuł się dobrze.

"Wierzę w ten las" - mówił podczas wypraw. Ona uśmiechała się nieznacznie.

"Las kryje nas od tych wszyskich myśli" - odpowiadała wtedy.

"Odczuwasz te myśli? "- dziwił się i ucieszył jednocześnie.

Potakiwała.

Wtedy otworzył swoje serce.



Potem kobieta przeniosła się ze swoimi dziećmi do domu blisko rzeki. Tam było ciepło.

" Nie ma myśli człowieczych"- radował się Złoty Ogier i rozglądał.

"Nie ma"- uśmiechała się kobieta.



Chadzał na spacery z nią i jej dziećmi. Woził dzieci na swoim silnym karku.

" Nie jestem zły, jak powiedzieli ci o mnie" - mówił wieczorami do kobiety.

"Złe są myśli tych, którzy tak mówili" - kobieta głaskała go po białej grzwie o zmierzchu, kiedy odwiedzała stajnie przed snem, by napełnić wszystkim mieszkańcom poidła.



Chłopiec przybył do Złotego Ogiera, kiedy rzeka Bug przybrała granatowe odcienie schyłkowego lata.

Nad rzeką wiał letni jeszcze wiatr a dziwna postać, która czasami siada na jej brzegu, wtedy uśmiechała się tajemniczo.

środa, 17 czerwca 2009

Zapiski w dniu trzecim

Dzień trzeci tygodnia pracującego - środa. Warszawa. Wczoraj padał deszcz. Dziś jest pochmurno. Ostatnio taka pogoda bardzo mi odpowiada. Robi się wtedy jakby ciaśniej. Przestrzeń nie rozprasza się, jak to jest przy słońcu.
Zamyka się i ulega podziałowi przez chmury i deszcz na sektory, w których można się przemieszczać się po dziwnych miejscach poza sferą umysłu.

Mówi się o stanach pogody, w których otwierają się drzwi do innych światów. To mgła, zasnuty chmurami deszczowymi krajobraz, świt, burza.
Kiedyś nad Bugiem, podczas burzy, spotkałam człowieka, który nie wyglądał na realnego spacerowicza. Mówił, że jest rybakiem nad tą rzeką. Staliśmy we dwójkę schronieni przed deszczem pod dachem starej nadbrzeżnej chaty.
Rozmawialiśmy.
POtem ja odeszłam w swoją stronę a on został. Kiedy się odwróciłam, nadal tam stał a potem zaczał się rozpływać. Powoli. Albo może mi się wydawało, bo przecież byłam już daleko od niego a przestrzeń zamykały kłębiące się chmury.
Ten człowiek powiedział wtedy:
- "Skupienie się na tym, co teraz robimy, jest mottem przewodnim życia. Jeśli minie nam ta chwila, ona nigdy już nie powróci. Każde przemyślenie i każde zamyślenie, jak moje tu nad wodą podczas łowienia ryb, jest cenniejsze od pieniędzy i sławy. Bo tworzy nas i zaznacza nasze istnienie na tej ziemi. Przez ukochanie każdej chwili, nie odejdziemy w niepamięć wieków.

Post Scriptum
Moje impresje z podróży i spacerów po brzegu rzeki Bug obrazują zdjęcia pana Wiesława Czapskiego, które możecie ogladać na blogu Wiesława Czapskiego. Znajdziecie go od razu. Tylko w google wpiszcie Blog Wiesława Czapskiego.
Wtedy i wy będziecie mogli pospacerować po tych miejscach.

niedziela, 14 czerwca 2009

Wartości i indywidulaności

Mija czas wolny dla większości z nas. Do Ojcowizny przyjechali w tych dniach niezwykli ludzie. Inni. Mądrzy. Zdystansowani. O własnych filozofiach życia.
Siedzieliśmy do późna i słuchaliśmy siebie wzajemnie: opowieści o życiu, gry na gitarze i pięknej gry Andrzeja- mistrza podkuwania koni a zarazem swoistego zaklinacza koni- na harmonijkach.
Niezwykły czas.
Spokojny.
Andrzej- człowiek, który nie ma sobie równych w Polsce i nie tylko w podkuwaniu koni i leczeniu ich kopyt, podkuwał konie arabskie w ich rodzimych stronach. Szejkowie i szefowie najbardziej ekskluzywnych stajni Arabów ustawiali się w kolejce, aby on diagnozował ich konie.
Andrzej jest wyciszony i mądry. Do koni nie używa siły ani silniejszego głosu.
- Konie wiedzą, jakimi jesteśmy ludźmi. Przed nimi nic się nie ukryje- mówił.
Obok niego Tomasz, który wraz ze swoją żoną Sandrą, postanowili dawno temu przeprowadzić się w głuszę Borów Tucholskich z Gdyni. Lekkość myśli, ale też odpowiedzialność za te myśli.
- Nie spieszę się, bo nie ma dokąd- mówił z kolei Tomek.- Życie należy odbierać powoli.

Andrzej uczył Tomka i naszego Wacka trudnej sztuki diagnozowania kopyt. Wacek kopyta naszym koniom robi tak ładnie, że nie można się napatrzeć na ich profile. Potem ich ruch jest taki lekki pod siodłem.
Wszystko jest sztuką. Życie. Słowa. Myśli.

czwartek, 11 czerwca 2009

Ludzie o oczach rzeki

Rzeka Bug. Spacerowałam wczoraj nad jej brzegiem. Zielonym. Szumiącym. Potem siedziałam w cieniu dużych wierzb, które opuszczały swoje gałęzie wprost do wody.

Woda płynęła szybko i sprawnie. W jej ruchu była potęga i siła.

Delikatny wiatr kołysał moje myśli i uczucia.
- Mamusiu - zawołała moja córeczka Rozalka.- Tam ktoś siedzi. Nad brzegiem. Jakby anioł.

Człowiek. Eteryczny. Delikatny.
Faktycznie. Jakby anioł.

Siedział zadumany nad brzegiem.

środa, 10 czerwca 2009

aktualnie

Życie należy rozumieć aktualnie. To, co było przeszłością już nie istnieje. A to, co będzie- tworzone jest przez to, co jest.
Dlatego aktualnie, tu i teraz- to jedyne zasady kształtowania swojego życia.

To, co poznamy i zobaczymy. To, jak się zachowamy w danej sytuacji. To, co pomyślimy- wszystko ukształtuje nas i to, co jest w nas.

A potem widać ten kształt- w spojrzeniu. W wyrazie twarzy. W ruchach. Tak łatwo odczytywać ludzi, oceniając ich przeżycia i zamiary po ich zewnętrzności. Człowiek jaśnieje od wewnątrz. Zewnętrzne podświetlenia są tylko scenicznym mirażem. Nie da się ukryć z każdym upływającym rokiem plonów, jakie zbiera człowiek swoim życiem.

Dobroć widać zawsze. Nie masz do niej zastrzeżeń. A zło zakamuflowane jest w różnych gestach, słowach, litości.
Jest wieloznaczne i poutykane w wieloznacznych warstwach. Dlatego o jego istnieniu możemy zorientować się dopiero, jak już przez te warstwy przejdziemy.

wtorek, 9 czerwca 2009

Eos

Ostatnio dowiedziałam się od znajomej Beaty, poetki- o śmierci ogiera o imieniu Eos, który był towarzyszem Ludwika Maciąga- malarza, nazywanego współczesnym Kossakiem. Ludwik odszedł dwa lata temu, za nim - jak widać- podążył czteronożny przyjaciel.
Eos był ogierem arabskim. Do swoich póżnych lat podróżował z Ludwikiem po Polsce w sentymentalnych wyprawach. Ludwik otwierał swoje wernisaże z grzbietu Eosa. To koń, który był towarzyszem artysty we wszystkich aspektach drogi przez istnienie. Był nawet na jego pogrzebie.
Słyszałam od ludzi, którzy związani byli z Maciągiem, że po śmierci malarza, Eos tułał się, następnie wylądował na pastwiskach w jakiejś stajni.
Dwa lata temu już słyszałam, że był wynędzniały i schorowany. Zaniedbany i opuszczony.
Czy to przez tęsknotę za swoim towarzyszem, czy przez ludzkie niedopatrzenia?
Teraz, jak wierzą Indianie, galopuje wolny po wiecznych łąkach. I z pewnością jest bardziej szczęśliwy, niż w końcówce swojego zasłużonego i zacnego końskiego życia.

poniedziałek, 8 czerwca 2009

słowa płynęły jak chmury nad głową

Aneta, Twoje słowa płynęły jak chmury nad głową, kiedy je czytałam w komentarzu.
Przez ostatni tydzień bardzo wcześnie musiałam wstawać. Miałam dużo pisania, ogrom problemów do rozwiązania,
Aby się wyrobić na czas, potrzebowałam dłuższego dnia. Świt w Warszawie- ciężki. Tak, jak piszesz o swoich porankach.
Świt w Ojcowiźnie- taki dobry, energetyzujący. Wstałam któregoś dnia o 4 rano.
O 7 powinnam wyjechać do Warszawy. Miałam sporo czasu i sporo pisania umówione teksty do czasopism.
Zeszłam do kuchni. Było chłodno, ale otworzyłam okno przy stole. Do środka wpadła zieleń, gałęzie czereśni, zapachy łąk, świeżość początku dnia. Śpiewały ptaki, koty chodziły sobie raz tu raz tam.
Laptop na stole przy oknie i praca- taka sympatyczna. Twórcza.

A potem 7 rano. Korki w Markach. Ludzie spieszący się, hałas.
Chyba już do miasta nie należę- tak sobie wtedy pomyślałam.

Ty też nie należysz do miasta, co widać w Twoich oczach, energii, jaką w sobie masz, Twojej twórczości, tak mocno związanej z Naturą :-)

środa, 3 czerwca 2009

marzenia

Jestem w Warszawie.
Chciałabym zmienić ruch, beton i hałas- na widoki zielonej przestrzeni za oknem. Natura ma niepowtarzalne piękno. I umie koić, wysłuchiwać myśli, dodawać otuchy. Przynajmniej w moim przypadku. Ale każdy jest inny. Miałam kiedyś koleżankę. Byłam jeszcze na studiach dziennych, ale pracowałam jako polonistka w Zespole Szkół Elektronicznych w Warszawie. Danusia uczyła matematyki. Bardzo się lubiałyśmy. Ja wychowałam się w mieście, ona na wsi. Pamiętam nasze rozmowy o odludziach i miejscach zaludnionych. Danusia mówiła:
- Kiedy słyszę, że ktoś za ścianą chodzi, żyje, czuję się lepiej. Niepokoi mnie cisza i ciemność, jaka jest na wsi, kiedy przychodzi noc. Tam jest taka samotność. W mieście jestem bezpieczna. Też emocjonalnie. Nie czuć samotności.

- A mnie denerwuje, że ktoś jest obok - mówiłam. Mieszkałam wtedy w bloku, w wynajętym mieszkaniu na Woli i przygnębiało mnie to miejsce ogromnie. - Denerwuje mnie, że codziennie rano muszę czekać na przystanku na tramwaj. Że ktoś wieczorem chodzi za ścianą. Ja w mieście czuję samotność, chociaż tyle ludzi jest dokoła.

Pod tym względem nie rozumiałyśmy się. Ale pod każdym innym- bardzo.

Dlatego każdy jest inny.
I to jest interesujące.