Fanów twórczości jest obecnie

niedziela, 31 maja 2009

burza w Ojcowiźnie

Burzowy był dzisiejszy dzień. Kiedy burza rozszalała się na dobre około południa, niebo pociemniało a konie na padokach zbiły się w gromady.

Zanim przyjechał Przemek i zebrał je z padoków, stały w bezruchu na deszczu, wśród błyskawic. Przyroda umie się ze sobą dogadywać.
Pokora, z jaką konie czekały na koniec burzy sprawiła, że burza jakby omijała miejsce ich postoju.
Wokół ich ciał, głów i ogonów, utworzyły się niewidzialne parasole, które nie pozwalały deszczowi nazbyt moczyć ich sierści.

Dwa koty: rudy tygrys i szary olbrzym, siedziały w karmniku jeden na drugim (zamiast ptaków). Zawsze tak robią, udając jakoby ich w karmniku nie było. A ptaki i tak nie przylatują, bo wiedzą o dwóch przebiegłych kotach.
Takim tłem mogła zadowolić się burza.

piątek, 29 maja 2009

rozmowa z szeptunką

Szeptukna- pewnie wiecie, kto kto to jest. To kobieta, która medycyną ludową, wiarą w moc przyrody i guseł, pomaga ludziom. Uzdrawia.

Prawdziwa szeptunka zawsze głęboko wierzy w Boga.
Rozmawiałam z pewna szeptunką o imieniu Maria. O tym, co mi opowiedziała, napiszę w felietonie do przyszłotygodniowego Wyszkowiaka.

- Wiara w dobro musi być podstawą wszystkiego, co nam przychodzi do głowy- rzekła na koniec spotkania.

Wierzyć w dobro, gdy dokoła dużo zła i krzywd- jest trudną, ale wartą rzeczą. Dlatego wierzyć w dobro jest umiejętnością kroczenia na przekór. Pod prąd. Bo czynić zło i wierzyć w zło - jest łatwiej. Szeptunka zachęcała do myślenia.
"Myślcie z miłością. A wtedy przychodzi Bóg"

środa, 27 maja 2009

poezja i świat

Zasiadam dziś do czytania wierszy młodych ludzi, które startują w konkursie wierszy o bibliotece w Wyszkowie.
Mam nadzieję, że młodzi poeci będą kontynuować swoje pisanie. Przez pisanie widzimy świat w szerokiej perspektywie. Otwierają się drzwi do innych wymiarów. Nie tych odrealnionych, tylko do sposobu życia. Nie wolno się odrealniać, być poza światem. Nawet pisząc, trzeba w tym świecie ciągle istnieć. Przede wszystkim. Analizować go, po swojemu, ale analizować. Uzupełniać o wnioski.
Należy patrzeć światu w oczy. Nie unikać spojrzenia. I robić wszystko ze swoim sumieniem.

wtorek, 26 maja 2009

dużo dzieje się

Wiele dzieje się. Ludzie, okoliczności, sytuacje. Nawet nie chcę analizować tego wszystkiego, bo przyprawia o zastanowienie i ból głowy. Ludzie nie dotrzymują umów. Obietnic. Zobowiązań. Takie perfidne zachowania wynikają nagle.
Kondycja współczesnego człowieka, uczciwości- jest okropna. Nawet obrzydliwe jest o tym pisanie, bo ręce opadają. Moja dobra znajoma powiedziała wczoraj: nie ma uczciwości, tylko cwaniactwo. I nie ma nawet grama wstydu za niegodne zachowania.

czwartek, 21 maja 2009

Stacja- opowiadanie cz.6 i ostatnia

Oczekiwał na coś ważnego. I ważne nadeszło. Na zamarły paron wtoczył się wagon. Tylko jeden. Stary. Schodziła z niego zielona farba. Okna wskazywały na dawny blask salonki. Lecz w oknach paliły się stare lampy naftowe a drzwi, prowadzące do środka pojazdu, ledwo wisiały na zawiasach.
Wagon stał, jak upiór. Jakby zamarł. Jakby był zjawą. Duchem. Upiorem.

Patrzył na mężczyznę oświetlonymi oknami. Okna przypominały oczy wilka z ciemności lasu, bowiem światło z lamp naftowych było blade i słabe.

- Możesz jechać - głos słyszalny był wyraźnie. Kto mówił? Nie wiadomo.
- Gdzie? - Zapytał Paweł.
- Do nikąd - odparł głos, którego w zasadzie nie było.
- Gdzie jest "nikąd"? - Pytał Paweł. Miał ochotę oddalić się z tego miejsca, które go flustrowało.
- Nikąd jest nigdzie. Nie ma tego miejsca- mówił głos.
- Czy tam odpocznę?
- Będziesz oczekiwał przybycia do nikąd. Ale tam nigdy nie przybędziesz. Bo nikąd nie ma miejsca. Będziesz się męczył tym czekaniem. Wykańczał. Tak będziesz trwał, jeśli zdecydujesz się na odejście z tego życia. Będziesz czekał na to, co nie nastąpi.
- Odejście stąd jest lżejsze, niż bycie tu. Martwić się o wszystko. Walczyć z ludźmi, walczyć z życiem. Rozczarowywać się.
- To łatwiejsze, niż siedzenie w wagonie i wieczna podróż. Tułaczka. Podróż musi mieć koniec. Teraz jesteś w tej podróży. Będzie jej koniec, w swoim czasie. Wejście do wagonu rozpocznie podróż bez końca.
- Wagon jest stary, ale...
- Wagon jest widmem. Ale zaprasza do salonki. Jedziesz?

Jedziesz?

Czas trwał długo. Wagon stał i parował spod żelaznych kół.

Jedziesz? Na wieki.

Kara za lenistwo. Wieczna podróż bez końca.

Jedziesz?

Paweł wszedł do mieszkania. Jego dziewczyna spała.
- Nie chcę żyć w oczekiwaniu na cokolwiek. Chcę po prostu żyć - szepnął i zamknął za sobą powoli drzwi.

I poszedł. Do innej pracy. Do innej kultury. Do innych ludzi, którzy go akceptowali ze wszystkim, co w sobie miał.

Wspominał stację i salonkę.
Ale cieszył sie, że jest w podróży, która ma koniec. W podróży życia, której nie można samemu przerwać.

środa, 20 maja 2009

Stacja - opowiadanie cz.5

Poczuł niepokój. Ale nie tak bardzo straszny. Jedynie ściśnięcie żołądka, związane bardziej z ciekawością, niż lękiem, było towarzyszem tych przeżyć.
Tu, na odludziach, czuł się dobrze. Podniesiony semafor nie był w stanie zepsuć tego nastroju.
cdn.

środa, 13 maja 2009

Stacja- opowiadanie cz. 4

Pojawiają sie takie chwile, kiedy człowiek zaczyna inaczej rozumieć. Zaczyna być inny sam w sobie. Dla otoczenia wydaje się być jeszcze dawny, normalny, ale sam w sobie odczuwa niepokój. Niepokój wiąże się ze zmianami, które nadchodzą lub zadziewają się wewnątrz organizmu. W środku umysłu. W ciele. Zmieniają sie oczy i usta. Zmianiają się słowa, które wypowiada się. Jest zupełnie inaczej. Inaczej niż było.

Paweł siedział na torach. Daleko od miasta, na ile pozwoliły mu pojść nogi, spracowane siedzeniem w korporacyjnym biurze.

Myślał, na ile jego mózg, przetasowany przez korporacyjne szkolenia, pozwalał na myślenie abstrakcyjne.

Cisza wypełniła powietrze. Usłyszał tutkot z daleka. To pewnie pociągi toczyły się po swoich traktach.
Usłyszał szczęk przesuwanej zwrotnicy. Tuż obok siebie. Bardzo blisko i realnie.

Nagle podskoczył w przestrachu, kiedy jeden ze starych semaforów podniósł się do góry, pokazując wolną drogę dla pociągu.

Podniósł się a przecież ta część torów była od dziesiątek lat zamknięta.
cdn.

czwartek, 7 maja 2009

słońce

W mansardzie warszawskiej na niebie pojawiło się słońce dzisiejszego poranka. Jest niebiesko ma dachach miast. Wczoraj miałam ciekawy i bardzo energetyczny wieczór w towarzystwie naszych znajomych. Mają w sobie rodzaj energii, który jest dla mnie przyjazny i twórczy. Pozdrawiam Was serdecznie i dziekuję za "pełnię" rozmów.

Odnośnie "Stacji", dziś pojawi się następna odsłona. Przepraszam za przestój. Nie gniewajcie się.

sobota, 2 maja 2009

Stacja - opowiadanie cz.3

Pewnego dnia pokłócili się. O rachunki. Wybiegł z domu w oburzeniu. Nie chciał z nią rozmawiać. Nie chciał na nią patrzeć. Nie chciał nic więcej wiedzieć, oprócz tego, że oto został czymś zaskoczony. Że nie znał takiej "jej".

Nie mógł tego znieść. Pobiegł na tory, aby odpocząć od emocji. Siedział, jak kiedyś, w dalekich rejonach szyn i semaforów. Z daleka od miasta i od kolejowych nagromadzeń ludzi.
Czekał, patrząc, aż przejdzie. Lęk. Niechęć. Niesprawiedliwe osądy. Czekał, kiedy wszystko oswobodzi się w nim. Odejdzie.

Mijały kolejne kwadranse.
Nic nie odchodziło. Nawet przeciwnie. Dotykało coraz bardziej. Jestestwa. Poczucia siebie. Poczucie wstrząsu nie malało.
Jak mocno musiała zraniona zostać psychika podczas tych paru słów. Tak mocno, że trudno było jej wrócić do siebie.

Dzwonił mu telefon komórkowy. Na ekranie wyświetlały się jej inicjały.
Czuł złość. Nie chciał już nic więcej słyszeć. Nic poza tym, co usłyszał wcześniej.

Tory lśniły w słońcu. Ich powierzchnia była nieskończona. Odległa a przez to przyjazna.
Wtedy odczuł tęsknotę za sobą.
- Chcę poczuć Pawła, jakiego znam. Nie jakim jestem teraz - myślał.
Myśli się toczyły wolno, jak pociąg z wagonami, wjeżdżający na stację.
cdn.