Fanów twórczości jest obecnie

wtorek, 24 marca 2009

Świat zwierząt

Wtorek w Warszawie. O świcie szłam Aleją Niepodległości. Nie było jeszcze na ulicach ludzi. Na trawnikach koło metra Pole Mokotowskie, bawiły się koty i bezdomne psy. Mokre od deszczu ze śniegiem. Takie radosne w buduarze wielkiego miasta.

Pomyślałam sobie, jak bardzo muszą dostosować się do warunków, jakie człowiek im stwarza.

Zwierzęta uzależnione są od człowieka w sposób straszny.

Od jego nastrojów, empatii, chciwości. To przykre doświadczenie dla nich, one przeżywają z pewnym rodzajem godności. Stoicko. Bez emocji. Zamknięty koń w stajni - bez możliwości wyjścia z boksu na padoki. Pies, którego już nikt nie chce, lub nie chce wpuścić do domu. Tylko koty są niezależne od człowieka. Mają go "gdzieś". Radzą sobie w swojej ekstrawagancji.

Żal mi świata przyrody, uwikłanego w miejski gwar.

poniedziałek, 23 marca 2009

świt warszawski

Znowu jestem w Warszawie. Znowu zaczynam tydzień warszawski. Obudziłam się dziś bardzo wcześnie i zaczęłam pisać konspekty reportaży, które miałam wysłać do TV.

Za oknem padał straszny grad i zawiewał zamrożone kulki sniegu na wszystkie strony. Teraz jednak rozpogodziło się.

Wstaje słońce. Tu dobrze je widzę, bo nasza pracownia znajduje się ponad dachami miasta. W niebie.
Chmury suną powoli. Na dole ludzie pędzą przed siebie. Jadą autobusy i sąsiedzi otwierają swój Kebab- na dole.

Życie budzi się.

Patrzy na to niebo. Wolne- od pośpiechu.

sobota, 21 marca 2009

"Lasówka"- opowiadanie cz.4-ostatnia

Z S. nic mnie nie wiązało. Nawet nasze myślenia były inne. Prawdopodobnie inne. Trudno to stwierdzić, bo nie znałam jego myśli.
Skierowaliśmy się w boczną drogę. Ta droga była widoczna, dlatego zaskoczyłam się, kiedy spostrzegłam, że na jej końcu znaduje się dom. I zaskoczyłam się, kiedy uświadomiłam sobie, iż jej wcześniej nie widziałam.

S. szedł pierwszy. Jak zawsze. Jak zawsze- ja za nim. Jego plecy- parawan. Jego umarłe miasto- wielka niewiadoma.
- Boję się tych gór - powiedziałam cicho.
- Teraz? - Mówił z zaskoczeniem, ale nie odwracał się do tyłu, tylko szedł w stronę widocznego domu. Dom był kamienny. Za nim stały jeszcze inne domy. Zarośnięte drzewami i krzakami leśnymi. Krzakami z gór.

Wiatr zawiewał ciche liście.

Lasówka. Ile przerażenia w sobie mieściła. A przecież nikogo tu nie było. Puste domy na odludnych zakamarkach Gór Sowich. Ta pustka miała oczy. I oddech. Słyszałam, jak patrzy i widziałam, jak oddycha.

Mroźne powietrze na wiosnę. Mroźne, ale dlaczego?

- Lasówka jest strachem, który zabija. Lecz on nie istnieje. Tylko w naszych głowach. Istnieje wtedy, kiedy się z nim dzielimy z innymi. Wtedy jest realny. Lasówka.

- Gdzie są ludzie? Dlaczego umarli?- Patrzyłam przed siebie. Słońce oślepiało liście na runie leśnym.
- Kamienne domy były schronieniem. Mogły przytulać ludzi w swoich ciemnych wnętrzach. Ale nikogo wewnątrz nie ma. Nie ma. Ludzie umarli, bo bali się. Domów, ciszy, gwaru, spokoju i hałasu. Umarli.

- To, co po nich zostało, jest jeszcze bardziej straszne- rzekłam.- Przestrzeń strachu, kiedy ktoś z niej ucieknie, jest jeszcze bardziej straszna.

S. uśmiechnął się.

I znikł.

A ja stałam pośrodku opuszczonego miasta, którego przecież nie było...

"Lasówka" - opowiadanie cz.3

- Góry szepczą do nas - powiedział S. - A w tym mieście najbardziej. Chcesz posłuchać?

Spojrzałam na niego ukradkiem. Sama nie wiedziałam, czy chcę. Z drugiej zaś strony - przecież mówił jakby "od rzeczy".

Jeszcze nie wiedziałam, czy mam się go bać. Czy nie.

- Dlaczego chcesz mi pokazać to miejsce. Akurat teraz? - Moje ponowne pytanie wydawało mi się irytujące.
- To Lasówka. Miasto, które umarło - powiedział S. zupełnie swobodnie.
Przystanęłam. On przystanął również.
- Jak to umarło? Kiedy? - Chyba przestałam się fascynować wędrówką. Poczułam niepokój.
- Normalnie. Było. Żyło. I któregoś dnia umarło. Chcesz tam pójść?

cdn.

środa, 18 marca 2009

"Lasówka"- opowiadanie cz.2

Milczenia gór nic nie zagłuszy. Jest takie przejmujące. Puste. Groźne.
Szłam zawsze za S. po tych górach a on jakby mnie osłaniał. Był parawanem z ciała człowieka. Parawanem. Nie człowiekiem.

- Jest tu niedaleko dziwne miasto - rzucił za siebie słowa. Porwał je wiatr od razu, nim do mnie doszły.
- Wieś - stwierdziłam.- Jest wieś.

Nie dosłyszałam a on odwrócił się wtedy gwałtownie. Spojrzał.

Wolne grzbiety gór falowały pod osłoną ciepłego powietrza.

Patrzył na moją twarz i oczy. Głęboko. Szybko.

Podarowywał mi swoje spokojne spojrzenie. Ale przecież nie chciałam tego podarunku.

- Byłaś tu? - Zapytał.
- Jestem po raz pierwszy. Z tobą- odparłam cicho.

I spostrzegłam, że przy nim zawsze mówię cicho...

cdn

wtorek, 17 marca 2009

"Lasówka"- opowiadanie cz.1

Spacerowaliśmy po Górach Sowich bardzo często. Od częstego przypadku do przypadku. Ja i mój dobry kumpel S. Wyruszaliśmy zawsze wtedy, gdy w naszych życiach działo się coś niedobrego. Albo dobrego, z czym nie mogliśmy sobie dać rady. Ani on, ani ja.

S.- nie łączyło nas nic, oprócz ciepłego koleżeństwa i chyba czegoś na wzór niemej przyjaźni. Każde z nas było tylko dla siebie w swoim świecie. Z sobą razem nie funkcjonowaliśmy.

Zdarzały się nam właśnie takie wędrówki wspólne, w nagromadzeniu absurdów rzeczywistości.
Nie wiedziałam tak naprawdę o S. nic. Miał chyba jakąś dziewczynę, o której wcale nie mówił.

Ja miałam też swoje życie, o którym też nie chciałam mówić.
Nie było potrzeby komunikacji doczesnej.

S. był kumplem. Do gór.
Nie wiem nawet, jak wyglądał. Jeden pewnik - był wysoki. Chyba ciemne włosy. Chyba..., bo w słońcu, lub kiedy szedł pod słońce, włosy były jasne.

Zapach świeżej wiosny w górach. Liście z zimy, obumarłe, rozpadały się pod każdym stąpnięciem buta. Jak mumie.

- Leśne mumie - powiedział raz o tym zjawisku S.
A potem o liściach z zimy już nie mówił.

- Boisz się tych gór? - zapytała wtedy ja.

Nie odpowiedział. Często tak robił, chociaż nie często zadawałam pytania...

cdn

poniedziałek, 16 marca 2009

Zamęt warszawski

Zaczęłam dziś znowu parę dni w Warszawie. Taki mam rytm od ponad roku. Krążę pomiędzy stolicą a domem w Ojcowiźnie.

Miasto Warszawa teraz dla mnie ma w sobie coś z zesłania, albo jakiegoś innego przymusu. Chociaż tak naprawdę bardzo je kocham.
Teraz nie daje wyzwolenia. Tylko jakieś fluidy oczekiwania: kiedy z miasta wyjadę.

Gdy wczoraj wyjeżdżałam z Ojcowizny, zamykałam moją stuletnią chatę, mówiłam do niej :"Spij, chatko kochana. Wrócę za chwilę".

I zapach wieczoru z wiosny i patrzące konie ze stajni. Jak w bajce, do której wraca się za zamknięciem powiek.

W Warszawie zdjęcia do filmu dokumentalnego o Danielu Olbrychskim. Dziś kręciliśmy tzw. "setki". Jasny aspekt miejskiego tygodnia.

Chcę odjechać z miasta
wolno
z namysłem
aby nie powracać
zbyt często
do szumów i zbytków

Aktor siedział w fotelu w swoim domu, oświetlonym naszymi lampami filmowymi. Mówił o koniach. Jego słowa czarowały, wywoływały w naszych sercach refleksje.

"Czułem wolność, galopując po przestrzeniach. Zawsze. Tego nie daje się z niczym porównać"- mówił łagodnie.

Chcę odjechać z miasta
wolno
z namysłem

Opowiadania

Czy to dobry pomysł, aby publikować na łamach bloga swoje opowiadania? Spróbuję. Dawno temu przyszedł mi do głowy pewien cykl opowiadań pt: "Gdy zapada zmierzch".

Akcja rozgrywa się zawsze o zmierzchu. I powoduje spotkanie się ludzi z czymś, czego nie znają. Z czymś strasznym.

"Lasówka"- opowiadanie o dziwnym mieście w górach. Zapraszam dziś wieczorem do przeczytania.

niedziela, 15 marca 2009

koncert silnej woli

Wczoraj wieczorem o 19 w domu kultury w Wyszkowie odbył się koncert szanty, promujący płytę pt: " Roman w przerwie Roczeń".
Wokalista w antraktach utworów mówił o sobie i o świecie. Jest niewidomy, ma piękny głos. Podczas wykonywania jednej z piosenek - dedykowanych tajemniczej Basi, która dała mu wiarę w to, że może śpiewać na scenie, płakał ze wzruszenia. Powiedział również: "- Czasami warto odkładać profesjonalizm na bok i po prostu robić swoje".

Tłum zgotował Romanowi gorące brawa. To był nie tylko super koncert, ale i ogrom wzruszeń dla nas wszystkich.

wtorek, 10 marca 2009

Zima w Ojcowiźnie


Tamara Von Raister- Fryzyjka prezentowana na blogu poprzednio. To pewnie jedno z ostatnich zdjęć w zimowej scenerii Ojcowizny. Niech już nastanie wiosna.

Film dokumentalny o Danielu Olbrychskim

Witam serdecznie Was wszystkich. Ostatnio miałam wiele pytań na temat filmu dokumentalnego o Danielu Olbrychskim i jego pasji do koni, który kręcę od paru miesięcy.

Kończymy już zdjęcia. Materiał jest również w montażu.

Niedługo będzie można go zobaczyć na antenie TVP. Kiedy - dokładnie jeszcze poinformujemy.

Niedługo na blogu opublikuję reportaż zdjęciowy z planu.

Ale jedno powiem już teraz - Daniel świetnie jeździ konno i ma z końmi porozumienie, z jakim trzeba sie urodzić, bo nauczyć się go nie da.

piątek, 6 marca 2009

Filmy o koniach


Moje filmy dokumentalne nie są artystycznym uzewnętrznieniem, ale uwiecznieniem na taśmie wydarzeń, sytuacji, ludzi oraz- przede wszystkim - piękna i szlachetności koni.

Przekazem dla innych - o innych.
Filmy dokumentalne o koniach- to moje słowa, w postaci obrazów- o życiu koni przy człowieku- na wszytskich płaszczyznach.

Piękno i niesamowitość konia można tylko pokazać. Najwspanialszy nawet opis nie odda magii tych istot, ich wspaniałości a jednocześnie niewoli, w jaka popadły dawno, dawno temu, koegzystując z człowiekiem.
( fot. P. Gajewski)
kadr z planu zdjęciowego filmu dokumentalnego pt: "Westernriding w Polsce" dla Polsat Sport. Czas trwania 50 min., reż. Daria Galant. Produkcja: Polsat Sport

Literatura i biznes

Usłyszałam kiedyś na swoim rodzimym uniwersytecie, kiedy byłam jeszcze studentką, że literaturą będą rządzić biznesmeni a nie twórcy i wtedy nastąpi upadek wartości, postrzegania świata, pojawią się depresje i niechęć życia.

Wtedy tego jeszcze nie rozumiałam, ale teraz - po latach "życia" z pisania, faktycznie przychylam się do opinii moich profesorów filologii polskiej Uniwersytatu Wrocławskiego.

"Współczesne literatura to worek bez dna"- pisała w recenzji "Południcy" dr. Agnieszka Kuniczuk-Trzcinowicz z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Ów "worek bez dna" jest bezwartościowym tworem literaturopodobnym. Księgarnie zalegają książki, które mało znaczą.

Kiedyś należałyby do kategorii literatury popkulturowej, czyli tej gorszej, bezrefleksyjnej, tworzonej dla zysku.
Teraz stają się odnośnikami np. współczesnej literatury polskiej, bo się "dobrze sprzedają".

- "Ale dlatego się dobrze sprzedają, bo nie ma nic innego" - powiedziała mi ostatnio moja znajoma z TVP.- "Ciągle te samo". Te same nazwiska. Ta sama beznadzieja".

O twórcach, wszelkich, decydują biznesmeni.

A to- jak powiedzieli kiedyś moi wykładowcy literatury- nie jest głosem literatury, ale jedynie pieniądza. Dlatego jest nieprawdziwe.

czwartek, 5 marca 2009

Południca- powrót

Wczoraj wieczorem dostałam list od czytelnika. Napisał o "Południcy".

"Skończyłem czytać dopiero teraz. Książkę dostałem od przyjaciółki w prezencie urodzinowym miesiąc temu. Nie lubię czytać, ale Południcę przeczytałem jednym tchem. Jak nigdy. No i wydaje mi się, że znam ten świat, jakbym kiedyś to przeżył. Może byłem kiedyś Michałem Demlerem. Ten bohater jest mi znajomy".

Postać z Południcy- Michał Demler- zawsze budził emocje wśród czytelników. Jedna z czytelniczek kiedyś powiedziała mi, że się w Demlerze...zakochała.

Ogierek- American Quarter Horse


W kwietniu będzie miał rok. Podnosi wszystkie nogi, chodzi na luźnej lince, lubi ludzi, jest ulubieńcem w Ojcowiźnie. Na padoku sąsiaduje z Apaczem. Często się mu przypatruje. Czasami sprawia wrażenie, jakby Apacz go fascynował.
W wolnych chwilach walczy o władzę z Yodą Ace Command- drugim młodym ogierem AQH (wł. Wacek Romański).

środa, 4 marca 2009

Tam zaczęła się moja miłość do koni


Zamek Książ na Dolnym Śląsku. Choć zdjęcie jest współczesne, taki widok zachwycił mnie, kiedy byłam dzieckiem, mieszkałam nieopodal - w Świdnicy i często kryłam się w czeluściach zamkowej stajni- uciekając przed groźnymi masztalerzami.
Kare Ślązaki, zapach stajni, zapach koni, ich rżenie, prychanie, tajemnica jeździectwa.
W holu głównym, koło biura koniuszego, tablice ku pamięci wybitnych Ślązaków, które urodziły się w Książu na przestrzeni dziesiątek lat.
Do dziś pamiętam to drżenie w duszy, kiedy tam bywałam i coś nieokreślonego, kiedy ten oto widok zobaczyłam po raz pierwszy.
Dlatego mój pierwszy Przyjaciel-koń, Dukat, o którym pisałam wcześniej- jest Ślązakiem. Już wiecie, dlaczego.

wtorek, 3 marca 2009

Apacz w Ojcowiźnie


Apacz- koń, pracujący w hipoterapii, był u nas w Ojcowiźnie na dwumiesięcznym "odreagowaniu". Sprawiał bowiem wrażenie przemęczonego pracą, był niechętny instruktorom i młodzieży, która na nim jeździła. Gryzł, nie pozwalał się czyścić, miał agresję do wydarzeń wokół niego.
Pod koniec tygodnia wraca do swojej rodzimej stajni.
Jest wyciszony, wypoczęty. Nie gryzie, chętnie współpracuje z ludźmi.
Mamy nadzieję, że powróci do "swojego zawodu" hipoterapeuty.
Ale to dopiero pokaże czas. Czy ponowna praca z dziećmi znowu go nie przerośnie?
(na zdjęciu, fot. P. Gajewski)
Apacz i Daria- w zimowej scenerii Ojcowizny

poniedziałek, 2 marca 2009

Tamara- Koń Fryzyjski


Tamara Von Raister, przepiękna klacz fryzyjska, mieszkanka Ojcowizny.
Tamara ma w sobie piękno, które zachwyca wszystkich gości naszej stajni.
Jej uroda - już na wiosnę zostanie zaprezentowana w naszym balecie konnym.

Festiwal Filmów Amatorskich


Festiwal Filmów Amatorskich "Biała Dama", Zagórze Śl. 2008r.
Festiwal ma za zadanie wyłonić zdolnych twórców filmów autorskich: dokumentalnych, artystycznych, społecznych.
Odbywa się co roku.
Zapraszam serdecznie do tworzenia własnych wizji świata lub analizy świata, który nas otacza, przy udziale taśmy filmowej.
(na zdjęciu) fot. P. Gajewski
Daria Galant (przewodnicząca jury "Biała Dama") i przedstawiciel sponsora nagrody głównej

niedziela, 1 marca 2009

Biały Budda

Biały Budda jest posągiem z gipsu, który podróżuje ze mną przez życie od czasów, gdy byłam nastolatką. Mieszkałam wtedy w Świdnicy (Przedgórze Sudeckie, Góry Sowie). Całymi dniami i nocami pisałam swoje "nastolatkowe" powieści, stworzyłam bibliotekę i owe powieści szły do moich pierwszych czytelników- jako lektura.

Miałam wtedy 16 lat i nie miałam kieszonkowego. Na Placu Grunwaldzkim w Świdnicy był sklep spożywczy. Otworzyli tam wówczas dział orientalny - malutki sklepik, gdzie znajdowały się wachlarze, pałeczki do ryżu, wahadełka oraz... gipsowy, biały posąg Buddy.

Kiedy zobaczyłam Białego Buddę w tym sklepiku- nie mogłam spokojnie spać. Tak bardzo pragnęłam go mieć i prosić o nadzór nad moim pisaniem.

Ale był dla mnie za drogi.

Równolegle do zobaczenia Białego Buddy, rozpoczęłam pisanie swoich pierwszych publikacji w gazecie "Wiadomości Świdnickie". No i dostawałam za to wierszówkę.

Pamiętam dzień, kiedy po raz pierwszy wypłacono mi pieniądze za to, co napisałam. Chwyciłam je do ręki i pobiegłam do sklepu na Placu Grunwaldzkim.

Wiedziałam, że wystarczy mi na Białego Buddę- który- chyba o tym nie wiedząc- stał się patronem mojej pisarkiej twórczości.

Kupiłam go zatem, pani zapakowała go w kartonowe pudło a ja - w ogromnym poczuciu szczęścia- zaniosłam go do domu i postawiłam u siebie w pokoju. Przez całą noc nie mogłam oderwać od niego oczu, patrzyłam na uśmiechniętą postać i dziękowałam "Wiadomością Świdnickim", że mogłam za opubikowanie moich refleksji- mieć pieniądze na patrona mojej twórczości.


Biały Budda- towarzyszy mi do dziś. Nawet raz został ukradziony, ale powrócił do mnie w niespodziewanych okolicznościach. Napiszę o tym innym razem, bo to długa historia.
Wartości, jako statuetka nie ma żadnej, bo jest z gipsu. Dla mnie ma wartość ogromną. Emocjonalną i symboliczną.

Odkąd wyjechałam, aby pisać, ze Świdnicy do Warszawy, Biały Budda wciąż jest ze mną. We wszytskich moich dawnych domach i we wszystkich okolicznościach. W najcięższych okresach życia, towarzyszył mi, jak skała. Spokojny i harmonijny, utwierdzał w przekonaniu, że wszystko będzie dobrze.

Trochę obłupany u podstawy, teraz stoi, wraz z innymi postaciami, na kominku w Ojcowiźnie.

Czuję, że zawsze mnie strzeże- mnie i mojego pisarstwa.