Fanów twórczości jest obecnie

niedziela, 22 lutego 2009

Balet konny

Idea baletu konnego zrodziła się w mojej głowie parę lat temu. Koń ma w sobie moc uzdrawiania duszy człowieka i sztuka również. Połączenie tych dwóch dziedzin, jako jednej ekspresji, tworzy przestrzeń dla wykazania się: kim jestem i dlaczego jestem.

W mojej wizji baletu konnego, nie ma dominacji człowieka nad koniem, ale jest partnerstwo w relacji. Obecnie szkoły jeździeckie prześcigają się w walce, kto lepiej i spektakularniej wytrenuje konia, aby pokazać perfekcyjne ujarzmienie jego ciała i istoty. Triumf ma święcić dominacja człowieka nad światem natury.

Balet konny z Ojcowizny ma pokazać związek człowieka z naturą a nawet jego poniższą rolę w tej relacji.

Około 3 lat temu miałam cykl spotkań z Domem Opieki Społecznej w Niegowie, prowadzonym przez siostry zakonne. Instytucja ta zajmuje się opieką i wychowaniem dzieci i dorosłych z niepełnosprawnością umysłową i fizyczną. Siostry zakupiły wtedy jednego konia i chciały wprowadzić idee hipiczne do zajęć. Z siostrą dyrektor rozpatrywałyśmy zaproponowaną przeze mnie formę baletu konnego. Złożyłam konspekt, gdzie opisałam założenia i innowacyjność mojej wizji i metody. Sprawa jednak nie została zrealizowana, bo dla sióstr koszt całomiesięcznych zajęć okazał się za drogi, chociaż de facto był- biorąc pod uwagę świat hipiki- bardzo unormowany, przy prowadzeniu paru grup terapeutycznych w cotygodniowych zajęciach.

Cieszę się jednak, że pojawiło się zainteresowanie koniem i człowiekiem a raczej relacjami pomiędzy.

Ostatnio jednak moi jeźdźcy znaleźli w internecie opis idei terapeutycznych baletu konnego- dla osób z upośledzeniem umysłowym i fizycznym na jednej z witrym internetowych- edux.pl.

W pracy dyplomowej jednej z terapeutek z Niegowa, pt: "Rola wychowania fizycznego i sportu w procesie rewalidacji i resocjalizacji", pisanej, jako zaliczenie dla AWF Warszawa, znaleźliśmy spore fragmenty mojego konspektu Baletu Konneg, który parę lat temu złożyłam w Niegowie a pani Renata (wówczas terapeutka), ów konspekt miała we własnych rękach, bo miała w tych zajęciach uczestniczyć.

Nie ma nic złego w cytowaniu, ale trzeba podać, skąd pochodzi cytat, kto jest autorem użytych słów, autorem idei. Inaczej to kradzież intelektualna, plagiat.

Jestem zaskoczona. To dziwne uczucie czytać swoje słowa u kogoś... Bez "opus citatus" (cytowanego dzieła). Smutne, ale ponoć - coraz bardziej powszechne.

Brak komentarzy: